Kiedy Burek wpadł pod samochód, nie byłem pewien, czy jego oddech jeszcze drga — a przecież dopiero co przysięgałem sobie, że nie pozwolę nikomu się do mnie zbliżyć po tym, jak Magda odeszła.
To miało być tylko jedno popołudnie — szybki spacer po osiedlu, by zająć czymś ręce i nie myśleć o Magdzie. Znalazłem psa, którego nie chciałem, i który wciągnął mnie w świat, do którego bałem się wracać. Trzy razy przez niego zmieniłem swoje życie — choć jeszcze niedawno nie wierzyłem, że to możliwe.