Wzięłam ogromny kredyt na operację taty. On wydał wszystko na hazard w Warszawie – czy kiedykolwiek mu wybaczę?
– Ola, musisz mi pomóc! – głos taty drżał przez telefon, a ja poczułam, jak serce ściska mi się w klatce piersiowej. – Lekarze mówią, że jeśli nie zrobię tej operacji w ciągu tygodnia, mogę nie przeżyć. Proszę cię, córciu…
Byłam wtedy w pracy, właśnie dostałam awans na kierowniczkę działu w dużej firmie logistycznej w Warszawie. Mój świat nagle zwęził się do tego jednego zdania: „mogę nie przeżyć”. Tata nigdy nie był okazem zdrowia, ale zawsze był silny, uparty, nie do zdarcia. Teraz brzmiał jak złamany człowiek.
– Ile potrzeba? – zapytałam bez namysłu.
– Siedemdziesiąt tysięcy… – odpowiedział cicho.
To była dla mnie ogromna suma. Miałam trochę oszczędności, ale resztę musiałam pożyczyć. Wzięłam kredyt na pięć lat. Nie spałam po nocach, wyobrażając sobie najgorsze scenariusze. Mama zmarła kilka lat temu na raka. Nie mogłam stracić też taty.
Przelałam mu pieniądze tego samego dnia. Zadzwonił później wieczorem.
– Dziękuję ci, Ola. Jesteś moim aniołem – powiedział łamiącym się głosem.
Przez kilka dni nie odbierał telefonu. Tłumaczyłam sobie, że pewnie jest w szpitalu, może nie ma siły rozmawiać. W końcu odebrała jego partnerka, pani Halina.
– Ola… twój tata jest teraz zajęty – powiedziała dziwnie chłodnym tonem.
– Ale jak się czuje po operacji? – zapytałam z nadzieją.
– Operacji? – zawahała się. – On… wyjechał z kolegami do Warszawy. Mówił coś o kasynie i hotelu Marriott…
Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam.
– Do kasyna? Przecież miał być w szpitalu! – krzyknęłam.
– Ola, ja nie wiem… On mówił, że musi odreagować stres…
Rzuciłam słuchawką i zaczęłam dzwonić do taty bez przerwy. Odpisał dopiero po dwóch dniach: „Nie panikuj. Wszystko pod kontrolą”.
Nie spałam całą noc. W głowie miałam obrazy: tata przy stole do ruletki, śmiejący się z kolegami, wydający moje pieniądze na drinki i hazard. Przypomniałam sobie wszystkie jego obietnice po śmierci mamy: „Już nigdy nie będę pił”, „Zacznę nowe życie”.
Kiedy wrócił do domu pod Radomiem, pojechałam tam natychmiast. Siedział w kuchni z butelką whisky i uśmiechem na twarzy.
– Ola! Córciu! – rozłożył ramiona jakby nic się nie stało.
– Gdzie są pieniądze? – zapytałam zimno.
– No… trochę przegrałem, trochę wydałem na hotel… Ale zobaczysz, jeszcze się odkuję! – próbował żartować.
– Tato, ja mam teraz dług na pięć lat! Ty miałeś być w szpitalu! – krzyczałam przez łzy.
– Przesadzasz. Ty masz dobrą pracę, dasz sobie radę…
Wybiegłam z domu. Przez kilka tygodni nie odbierałam od niego telefonu. Każdego dnia spłacałam ratę kredytu i czułam narastającą złość oraz żal. Zaczęły się plotki w rodzinie: „Ola nie szanuje ojca”, „Tyle dla niej zrobił”. Ciotka Basia zadzwoniła:
– Ola, przecież to twój ojciec! Może miał powód?
– Jaki powód? Żeby mnie okraść? – odpowiedziałam drżącym głosem.
Brat taty, wujek Marek, próbował mediować:
– On zawsze miał słabość do hazardu… Ale przecież to rodzina! Nie możesz go zostawić!
Zaczęłam chodzić do psychologa. Każda rozmowa kończyła się płaczem i pytaniem: „Dlaczego on mi to zrobił?”. Tata przysyłał SMS-y: „Przepraszam”, „Nie chciałem cię skrzywdzić”, „Pomogę ci spłacić kredyt”. Ale wiedziałam, że to tylko słowa.
W pracy zaczęli zauważać moją zmianę nastroju. Szefowa zaprosiła mnie na rozmowę:
– Ola, jesteś świetna w tym co robisz, ale widzę, że coś cię gryzie. Może urlop?
Nie mogłam sobie pozwolić na urlop – każda złotówka była teraz na wagę złota.
Minął rok. Tata przyszedł do mnie z kwiatami i kopertą.
– Tu masz tysiąc złotych… To wszystko co mam. Przepraszam…
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tam strach i żal. Ale też coś jeszcze – bezradność dziecka, które nie potrafi przestać robić głupstw.
Nie wiem, czy kiedykolwiek mu wybaczę. Może kiedyś… Może gdy spłacę ten kredyt i przestanę czuć ten ciężar na sercu.
Czasem pytam siebie: czy rodzina naprawdę usprawiedliwia wszystko? Czy miłość do rodzica powinna mieć granice? Co wy byście zrobili na moim miejscu?